Robin Williams nie żyje

Trudno pisać o śmierci Robina Williamsa bez uciekania się w banał. Od 11 sierpnia na temat nie przestaje wrzeć w mediach i zapewne powiedziano już wszystko. Nie byliśmy gotowi na wiadomość o tym, że wśród nas zabraknie jednego z najlepszych aktorów, jakich kiedykolwiek wydało Hollywood. Bo choć irytujące jest, że po śmierci znanych celebrytów nagle wszyscy zaczynają się ciepło wypowiadać na temat denata, to trudno zaprzeczyć, że Robin Williams potrafił zarówno bawić jak i wzruszać jak mało kto.

Właśnie tak – i bawić i wzruszać. Bo choć kojarzony jest głównie jako komik, którego wygłupy można porównywać z grą Jima Carreya, to podobnie jak on, potrafił również poruszać. Był to jeden z tych aktorów, których obecność w filmie gwarantuje, że ów film będzie dobry i można oglądać w ciemno, bez wcześniejszego zapoznawania się z opisem fabuły.

W wielu wypowiedziach pojawia się teraz sformułowanie, że rozśmieszał innych, a sam został pokonany przez depresję, która ostatecznie skłoniła go do odebrania sobie życia. Niestety – ci, którzy najgłośniej się śmieją, często też równie głośno płaczą. Williams zaczął częściej płakać. Pomimo długotrwałej walki z chorobą , w końcu się jej poddał (depresja jest straszliwym stanem, czemu nie zaprzeczy nikt, kto miał jakiś jej epizody w swoim życiu).

Obok głosów żalu, pojawiła się fala hejtu. „Frajer i tchórz”. Sama będąc zwolenniczką filozofii Nietzschego nie popieram słabości. Każdy jednak ma swój limit wytrzymałości i jeśli ten limit przekroczy, to w końcu nie wytrzyma. Czasem nie ważna jest wygrana, a próba walki. Nie poddał się przecież od razu – cierpiał przez wiele lat.

Pozostawił jednak po sobie bogatą spuściznę. Filmy, w których na zawsze pozostanie żywy. Moje ulubione – Stowarzyszenie Umarłych Poetów, Hook – i wiele, wiele innych, który unieśmiertelniły go i bawić i wzruszać będą jeszcze kolejne pokolenia.

Takiego chcę go zapamiętać.
                     
                         Chcę śledzić Młot na kulturę na facebooku.



Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz