Niekończąca się opowieść, czyli podróż sentymentalna do krainy Fantazji

To nie będzie zwykła recenzja, a apologia na cześć mojego ulubionego filmu z dzieciństwa – Niekończącej się opowieści. Do tej pory, przy rzadkich okazjach, kiedy mam styczność z telewizją, nie potrafię zmienić kanału, gdy na ekranie telewizora widzę swoich ukochanych bohaterów ze szczenięcych lat.
Od zawsze marzyłam o tym, że spotka mnie jakaś nieoczekiwana przygoda, że doświadczę magii w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nic więc dziwnego, że zazdrościłam Atreju jego misji ratowania chorej Dziecięcej Cesarzowej oraz ginącej Fantazji. Uzbrojony jedynie w magiczny naszyjnik, poddany decydującej misji… Nic też zatem dziwnego, że zazdrościłam Bastianowi – ziemskiemu chłopcu, molowi książkowemu, takiemu jak ja, który w prawdziwy, bynajmniej nie metaforyczny sposób, przenosi się do magicznej krainy poprzez portal, którym okazuje się ukradziona przez niego książka.
Przyjrzyjmy się fabule. Pewnego dnia Bastian, uciekając przed zgrają szkolnych łobuzów, przypadkowo wpada do antykwariatu. Stamtąd kradnie książkę o tytule Niekończąca się opowieść.Odkąd chłopiec zaczyna ją czytać, akcja toczy się dwubiegunowo – z jednej strony widzimy Bastiana pochłoniętego lekturą, a z drugiej przygody Atreju, chłopca-wojownika – obserwujemy jak przedziera się przez baśniową krainę, jak spotykają go niesamowite przygody, jak raz po raz jest zmuszany do ucieczki przed Nicością – siłą niszczącą, sprawiającą, że ginie Fantazja.

Film zachwyca z wielu powodów. Gdy myślę o nim, mam przed oczami wspaniałe krajobrazy, naturę, chmury, zapierającą dech w piersi Wieżę z Kości Słoniowej.  Pomimo że film powstał w 1984 r., to rozmach i piękno może wprawić w kompleksy twórców większości współczesnych produkcji. Doprawdy zaskakuje, że obraz ma już niemal trzydzieści lat. Jest więc sporo starszy ode mnie. Również muzyka jest doskonale zharmonizowana z filmem. Że nie wspomnę o hicie Limahla, promującym ten obraz.
Inna sprawa to przygody przeżywane przez Atreju. Wystarczy wspomnieć choćby o jego locie na smoku Falklorze czy spotkaniach z przedziwnymi stworami zamieszkującymi Fantazję, aby wzbudzić we mnie uczucie „Ja też tak chcę!”. Oczywiście, żeby nie było zbyt nudno i wesoło, misja Atreju nie jest sielanką. Już pomijając sam fakt ogromu jej trudności, młodego wojownika spotykają takie nieszczęścia jak utrata ukochanego konia na Bagnach Smutku (ach, któż z nas nie wzruszył się oglądając tę scenę!) czy pojedynek ze Stworem Ciemności (jako dziecko byłam przerażona ranami na piersi Atreju).
W filmie można doszukać się wielkiej pochwały wyobraźni. Zresztą, alegoria jest zawarta już w samej nazwie magicznego świata – Fantazji. Fantazja ginie, bo ludzie przestali marzyć. Nic dziwnego, że prawdziwym wybawcą tej krainy okazuje się Bastian – chłopiec, który poprzez zaczytywanie się w książkach jest oderwany od rzeczywistości. Ale to on okazuje się bohaterem, pokazuje, że tacy ludzie również są potrzebni.
Oczywiście ten wspaniały film nigdy nie powstałby, gdyby nie jego książkowy pierwowzór. Choć zwykle wolę najpierw przeczytać powieść, a dopiero później zobaczyć jej ekranizację, to tym razem postąpiłam na odwrót. Z oczywistego powodu – nie miałam pojęcia o istnieniu książki. Jednak gdy tylko się o niej dowiedziałam, oczywiście od razu ją przeczytałam. Miałam wtedy dziesięć lat. Ta historia jest do tej pory jedną z moich ulubionych i najważniejszych dla mnie. Niekończąca się opowieść, choć ekranizuje jedynie pół powieści, doskonale odzwierciedla nieskończoną wyobraźnię jej autora, Michaela Endego. Późniejsze adaptacje, jak choćby ta realizująca dalszą część książki zatytułowana Niekończąca się opowieść II: Następny rozdział z 1990 roku, niestety nie dają już rady pierwszemu filmowi.  Kolejne ekranizacje, które ujawniają tendencje do coraz większej swobody w trzymaniu się pierwowzoru książkowego, można sobie właściwie darować.

Share this:

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. super blog :) ! zapraszam do mnie : http://niekonczacasiemojahistoria.blogujaca.pl/

    OdpowiedzUsuń