Home
Film
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
„Śmietanka towarzyska” – recenzja
Jeszcze jeden film Woody'ego Allena
Jedną z cech kina autorskiego jest jego powtarzalność. Często jego „autorskość”
polega na powtarzaniu tych samych motywów, tematów, estetyki, typów
postaci, obsady itd. W przeciwieństwie do kina stylu zerowego, gdzie
reżyser jest nie tyle twórcą, co nadzorcą powstawania filmu na
podstawie powierzonego mu scenariusza. Woody Allen sam pisze
scenariusze do swoich filmów, sam je reżyseruje i sam w nich gra
(choć w ostatnich latach rzadziej). Wspominam o tym wszystkim,
ponieważ częstym zarzutem pod jego adresem jest zarzut
powtarzalności. Tymczasem trudno oczekiwać, że ktoś, kto
produkuje średnio film rocznie i ma ich już na koncie pięćdziesiąt,
będzie za każdym razem prezentował zupełnie coś nowego. I siłą
rzeczy jedne będą lepsze, inne gorsze niż poprzednie.
Otwarcie
przyznaję się do tego, że lubię Allena. Ale powtarzalność i to,
że wiem czego oczekiwać, uważam za atut. Wiem, że sięgając
niemal po dowolny film, dostanę fabułę opartą na relacji
damsko-męskiej, nihilistyczne i intelektualne (czy też
pseudointelektualne) rozważania, naśmiewanie się z żydowskiej
mentalności, neurotycznego bohatera, błyskotliwe dialogi, komizm
wywołujący raczej uśmiech pod nosem niż głośne rechotanie...
Wydaje się jakby te cechy znajdowały się w jednym worku, z którego
reżyser za każdym razem przed przystąpieniem do pisania losował kilka, a następnie umieszczał w scenariuszu. Albo
tworzył miks z poprzednich obrazów ze swojego dorobku. Tak też jest ze Śmietanką
towarzyską. Łączy klimat lat
20. z O północy w Paryżu i
konflikt bohaterów jak z Manhattanu.
Ale o co tu chodzi? Lata 20. Młody Bobby (Jesse Eisenberg) opuszcza
Nowy Jork, aby rozpocząć pracę w Los Angeles u swojego wuja Phila,
agenta gwiazd filmowych (Steve Carell). W nowym miejscu pomaga mu się
odnaleźć sekretarka wuja, Vonnie (Kristen Stewart). Spędzają ze sobą wiele czasu i chłopak
zakochuje się w niej, lecz ona mówi, że ma chłopaka... którym
okazuje się być wujek Phil! Dziewczyna rozdarta pomiędzy
zakochanym w niej chłopaku, którego czeka niepewna przyszłość, a
ustawionym, światowym i bogatym Philem, decyduje się na życie z
tym drugim. I losy dwojga młodych się rozchodzą. Do czasu...
![]() |
Niestety, oglądając film, ma się wrażenie, że ktoś obmyślił
go na większy materiał, a później musiał ścinać, żeby
zostawić najbardziej kluczowe sceny, a luki wypełnić narracją z
offu (głos Woody'ego Allena). Na przykład chłopak poznaje inną
kobietę, wkrótce bierze z nią ślub – wszystko dzieje się
błyskawicznie, później wątek żony się ucina. Choć wiadomo, że
oni nadal są razem, to na ekranie bohater zostaje przedstawiony tak,
jakby wiódł życie bez niej.
Myślę
jednak, że dobór obsady jest tutaj dobry. Eisenberg to idealne
wcielenie typu bohatera wcześniej odgrywanego przez Allena.
Neurotycznego, zahukanego, romantycznego. Pozytywnie zaskoczyła też
Kristen „Grająca Przygryzaniem Wargi” Stewart. To nie jest
wybitna rola, ale zdecydowanie rehabilituje ją po nieszczęsnej roli
Belli ze Zmierzchu. Steve
Carell również sprawdza się dobrze – jest zabawny, ale
równocześnie wiarygodny. Postaci poboczne też dają radę.
Zwłaszcza żydowska rodzina Bobby'ego – ten wątek w całości
jest satyrą na tradycyjną mentalność żydowską.
![]() |
| Tej sceny nie zobaczymy w filmie, ale jak widać - Woody Allen i Jesse Eisenberg mają takie same spodnie. |
Jak wspominałam, filmy Allena nie służą rechotaniu, ale muszę
przyznać, że było kilka momentów, na których widownia w kinie
śmiała się w głos. Co nie zmienia faktu, że film równocześnie
skłania do refleksji. Czy potrafimy dobrze wybierać? Czy
teoretycznie gorsze wybory są faktycznie złe? Wszystko zmienia się
z biegiem czasu, nabieraniem dojrzałości i decydowania się na
pewne kompromisy. Bohaterowie muszą wybierać pomiędzy
rozwiązaniami dobrymi i lepszymi, pomiędzy miłościami, którymi
kierują różne pobudki. Nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba
z czegoś zrezygnować, zmieniać się, rozwijać, dojrzewać.
Zatracając cząstkę siebie i swojej tożsamości.
![]() |
| Vonnie u boku Phila staje się inną osobą. |
W filmie został nakreślony obraz hollywoodzkiej society –
zepsutej, płytkiej. Piękne kobiety i eleganccy mężczyźni
spotykają się w ekskluzywnych miejscach, aby ślizgać się po
tematach towarzyskich plotek, przechwalać znajomościami i zdawać
relacje z dalekich podróży – w futrach, garniturach, w oparach
papierosowego dymu, popijając drogie alkohole i słuchając jazzu.
Świat, który kusi, a zarazem niszczy małostkowością i zepsuciem.
W to wszystko wpisuje się miłosna farsa trójkąta
Phil-Bobby-Vonnie...
To nie jest ani najlepszy, ani najgorszy film Allena. Po prostu
jeszcze kolejny.
„Piotruś Pan” żyje długo i szczęśliwie, czyli o powieści, jej autorze i obecności wiecznego chłopca w naszej kulturze
Nim
powstała powieść Piotruś Pan, James Matthew Barrie,
jej autor, napisał sztukę o tym samym tytule, która zyskała
ogromną popularność i w wielu, również polskich teatrach,
wystawia się ją chętnie do dziś. Nic zatem dziwnego, że historia
chłopca, który nie chciał dorosnąć, zainspirowała filmowców.
Pierwszy film powstał już w epoce kina niemego, w 1924, roku, w
dwadzieścia lat po tym, jak Piotruś Pan po raz
pierwszy pojawił się na deskach teatru. I bynajmniej nie był to
jedyny film, który powstał na podstawie tej historii. Sama
doszukałam się co dwudziestu kilku tytułów. Były filmy animowane
– pełnometrażowe oraz seriale, filmy fabularne – zarówno
wierne adaptacje, jak i luźno traktujące wersję kanoniczną.
O
czym jest ta historia?
Historia
opowiada o tytułowym Piotrusiu Panie – chłopcu, który postanowił
nigdy nie dorosnąć, i któremu udaje się to zrealizować Żyje
wraz z sześcioma Zaginionymi Chłopcami w Nibylandii. Na tej
magicznej wyspie żyją też wróżki, syreny i inne fantastyczne
stworzenia, a także Indianie i piraci. Z tymi ostatnimi toczy się
odwieczny bój. Na ich czele stoi kapitan Hak – największy wróg
Piotrusia Pana, któremu chłopiec odciął kiedyś rękę, zjedzoną
później przez krokodyla, który ma tykający zegarek w brzuchu.
Gadowi tak zasmakował pirat, że pragnie dopaść i skonsumować
resztę Haka.
Piotruś
Pan przylatuje co jakiś czas do Londynu, aby słuchać ukradkiem
bajek opowiadanych braciom przez Wendy Darling. W końcu prosi ją,
aby została mamą dla niego i dla Zagubionych Chłopców.
Dziewczynka w końcu się godzi i wraz ze swoim rodzeństwem odlatują
do Nibylandii. Tam czeka n nich wiele ciekawych i niebezpiecznych
przygód, a także zabawa – bez żadnego nadzoru dorosłych. Jednak
po pewnym czasie rozsądna Wendy stwierdza, że pora wracać do
rodziców. Lecz kiedy wraz z braćmi i resztą Zagubionych Chłopców
przygotowują się do podróży, zostają porwani przez piratów.
Niczego nieświadomy Piotruś Pan niemal zostaje otruty przez
kapitana Haka. Lecz jego zainfekowane lekarstwo zamiast niego wypija
wróżka Dzwoneczek, co stworzenie prawie przypłaca życiem. Lecz
dzięki wszystkim, którzy wierzą we wróżki, istotka przeżywa.
Piotruś Pan zatem wyrusza na ratunek swoim przyjaciołom. Całe
zdarzenie kończy się zabiciem Haka i powrotem dzieci do rodziców.
Dzieci
z czasem dorastają. Jedynie Piotruś Pan nie poddaje się temu
procesowi. Każdego roku powraca w okresie wiosennych porządków po
Wendy. Jednak dziewczynka z czasem staje zbyt dorosła, aby móc
powrócić do Nibylandii. Dlatego później zabiera jej córkę. A
potem wnuczkę.
Życie
Jamesa Matthew Barriego i powstanie Piotrusia Pana
Geneza
powstania Piotrusia Pana jest niemal równie
interesująca jak sama powieść napisana przez Jamesa Matthew
Barriego. Warto pokrótce przybliżyć sylwetkę pisarza.
![]() |
| James Matthew Barrie - autor Piotrusia Pana |
James
przyszedł na świat 9 maja 1860 roku w Kirriemuir w Szkocji, jako
dziewiąte spośród dziesięciorga dzieci tkacza Davida Barriego i
córki kamieniarza Margaret Ogilvy Barrie. Matka najbardziej spośród
dzieci faworyzowała syna Davida. Toteż popadła w depresję, kiedy
chłopiec zginął mając zaledwie trzynaście lat. James wziął na
siebie rolę pocieszyciela matki. Zżył się z nią tak bardzo, że
znalazło to później wyraz w wydaniu po jej śmierci książki
biograficznej zatytułowanej Margaret Ogilvy.
Od
wczesnych lat dzieciństwa chłopiec czytał wiele książek i
pragnął zostać pisarzem. W czasie studiów pracował jako
odnoszący sukcesy dziennikarz, a 1888 roku wydał na własny koszt
dobrze przyjętą powieść Better Dead. Kolejne
powieści również przyniosły mu uznanie i popularność. Z kolei w
1982, dzięki swojej pierwszej sztuce, zatytułowanej Walker,
poznał swą przyszłą żonę, Mary Ansell, która grała w niej
jedną z ról. Dwa lata później para zalegalizowała swój
związek. Jednak małżeństwo od początku nie było udane i nie
przetrwało zbyt długo – James okazał się impotentem. Nie
zdradzał zainteresowania seksem, a co za tym idzie – para była
bezdzietna. Widocznie brak własnego potomstwa rekompensowały
pisarzowi spotkania i zabawy z pięcioma synami Arthura i Sylvii
Llewelyn Davies (co istotne, wbrew temu, co sugeruje film Marzyciel1,
James poznał rodzinę Llwelyn Davies zanim jeszcze Sylvia została
wdową). Jak napisał jeden z najbliższych żyjących krewnych
Barriego, David Barrie:
Chłopcy
ci stali się rodziną zastępczą Barriego, który [po śmierci ich
rodziców] całkowicie poświęcił się ich wychowaniu. Oni za to
wpłynęli na postać Piotrusia Pana, którego Barrie stworzył, jak
sam mówił, pocierając wszystkich pięciu energicznie o siebie,
„jak dzicy pocierają o siebie patyki chcąc wykrzesać ogień”2.
Owo
„pocieranie” uwidacznia się choćby w imionach postaci – każdy
z chłopców znalazł swego odpowiednika w powieści. Najstarszy z
braci Llewelyn Davies, George, został imiennikiem ojca Wendy i jej
braci – George’a Darlinga. John i Michael to w powieści bracia
Wendy. Peter – sam Piotruś Pan. Jedynie Nicholas nie znalazł się
w powieści na trwałe, ale w pierwotnej wersji sztuki jego imię
pojawiało się tam jako imię jednego z braci Wendy3.
Inną
ciekawostką biograficzną związaną z imionami jest geneza imienia
głównej żeńskiej bohaterki, Wendy. Dziewczynka została tak
nazwana na cześć przyjaciółki Barriego, która zmarła mając
pięć i pół roku. Mała Margaret Henley, zwracając się do niego,
mówiła czule „friendy”. Nie potrafiąc jednak wymawiać „r”,
brzmiało to jak „fłendi”. Na cześć dziewczynki nazwał więc
najstarszą z rodzeństwa Darlingów Wendy. Dzięki
sukcesowi Piotrusia Pana imię to stało się
popularne w Wielkiej Brytanii oraz Ameryce4.
![]() |
| Jedno z wydań Piotrusia Pana |
W
1897 roku zmarł Arthur Llewelyn Davies. Barrie wspierał wdowę
jeszcze przez trzy lata, aż do jej śmierci. Później został
opiekunem prawnym jej dzieci. Choć Kathleen Kelley Laine stwierdza,
że kobieta to dla Barriego przede wszystkim matka, to biorąc pod
swoją opiekę aż piątkę dzieci, sam przyjął na siebie taką
rolę5.
Nic zatem dziwnego, że w Piotrusiu Panie matki
odgrywają tak ogromną rolę.
W
1902 roku Barrie opublikował książkę The
Little White Bird, zawierającą
pierwsze opowiadania o Piotrusiu Panie, który nim jeszcze trafił do
Nibylandii, zamieszkiwał wraz z wróżkami w Ogrodzie
Kensingtońskim. Pojawia się tam między innymi koncepcja, że
wszystkie dzieci przed urodzeniem są ptakami. Piotruś Pan jest tak
wyjątkowy, bo tak naprawdę nigdy do końca nie przestał być
ptakiem. Dwa lata później sztuka, pod tytułem oryginalnym Peter
Pan; or, the Boy Who Wouldn't Grow Up [Piotruś
Pan; czyli o chłopcu, który nie chciał dorosnąć], debiutuje
na deskach teatru. Okazuje się ogromnym sukcesem – przynosi
pisarzowi sławę i bogactwo. W 1906 roku do księgarń trafia
pierwszy zbiór opowiadań o Piotrusiu Panie – Peter
Pan in Kensington Gardens, sześć
rozdziałów opublikowanych wcześniej w zbiorze The
Little White Bird6. Z
kolei w 1911 roku Piotruś
Pan ukazał
się w formie powieści.
W
1929 roku autor, już jako człowiek sławny i bogaty, przekazał
wszystkie prawa majątkowe do swojej najsłynniejszej powieści
szpitalowi dziecięcemu Great Ormond Street Hospital. Okazało się
to świetnym rozwiązaniem. W zwykłych okolicznościach prawa
autorskie do dzieła wygasłyby pięćdziesiąt lat po śmierci
autora. Jednak w tym wypadku parlament brytyjski zdecydował, że
szpitalowi na zawsze przynależne są prawa do zysków ze sprzedaży
tej książki7.
Zatem zmarły w 1937 roku Barrie do dziś wspomaga szpital.
Piotruś
Pan w kulturze
W
1924 powstał pierwszy – i bynajmniej nie ostatni film na
podstawie Piotrusia Pana. Była to wierna
adaptacja. Scenariusz napisany przez Barriego nie został
jednak wykorzystany w pracy nad filmem. Być może wpłynęło to na
rozczarowanie autora filmem. Tytułową rolę zagrała tam Betty
Brenson. We wcześniejszych adaptacjach teatralnych, późniejszych
musicalowych (np. Mary Martin w musicalu z 1954 roku) i filmowych
tradycyjnie ta postać była grana przez kobiety8.
Dopiero w 2003 roku Piotruś Pan został zagrany przez chłopca –
czternastoletniego wówczas Jeremy’ego Sumptera. Inną tradycją
adaptacji było to, że rolę ojca, pana Darlinga, oraz Kapitana Haka
grał ten sam aktor9.
![]() |
| Piotruś Pan i Wendy w filmie z 1924 roku. |
Wśród
wielu powstałych filmów na podstawie sztuki Barriego przełomem
była też pełnometrażowa animacja wytwórni Walta Disneya z 1953
roku zatytułowana Piotruś
Pan – wierna
adaptacja powieści szkockiego pisarza, jednak w charakterystycznym
dla Disneya stylu; z piosenkami itp. Pół wieku później Disney
ponownie upomniał się o głównego bohatera i uniwersum, tworząc
takie filmy jak Return
to Never Land, czy
serię filmów o Dzwoneczku). Kolejnym istotnym filmem był Hook z
1991 roku. Wielka hollywoodzka produkcja w gwiazdorskiej obsadzie
(m.in. Robin Williams, Dustin Hoffman, Julia Roberts), odchodzi od
litery oryginału i opowiada o losach Piotrusia Pana, który dorósł
i wrócił do Nibylandii, aby uratować swoje dzieci porwane przez
kapitana Haka.
Historia
chłopca, który nie chciał dorosnąć stała się nośną historią,
która wyszła z teatru, zainteresowała kino już u jego początków,
wersja musicalowa była grana na Broadwayu, w późniejszych latach
stworzono filmy rysunkowe i seriale telewizyjne. Powstało
kilkadziesiąt obrazów filmowych inspirowanych dziełem Jamesa
Matthew Barriego. Również sam autor zainteresował filmowców.
W 1978 roku powstał miniserial biograficzny zatytułowany The
Lost Boys, na podstawie książki Andrew Birkina o tym samym
tytule. Jednak znacznie większą popularność zyskał film Finding
Neverland (polski tytuł: Marzyciel) z 2004
roku.
![]() |
| Marzyciel - film inspirowany życiem J.M. Barriego |
Historia
w pewnym sensie zaczęła żyć własnym życiem. Piotruś Pan
przeniknął do popkultury. Ta postać jest znana dzieciom równie
dobrze jak Kopciuszek. Poza licznymi wydaniami powieści Barriego,
jest mnóstwo kartonowych książeczek dla dzieci, oraz tych
sygnowanych logiem wytwórni Disneya. Poza tym pojawiają się
literackie sequele i prequele, takie jak Piotruś
Pan w czerwieni Geraldine
McCaughrean, czy Historia
prawdziwa kapitana Haka Pierdomenica
Baccalario.
Postać
jest na tyle popularna, że przeniknęła nawet do terminologii
psychologicznej pod postacią syndromu Piotrusia Pana. Termin ten
został wprowadzony przez Dana Kileya, który w 1983 roku napisał
książkę Syndrom
Piotrusia Pana. O nigdy nie dojrzewających
mężczyznach. Charakteryzuje
tam mężczyzn dotkniętych tym syndromem jako osoby, które cechuje
nieodpowiedzialność, niepokój, osamotnienie, konflikt ról
seksualnych, narcyzm, męski szowinizm i „piracki” styl życia10.
![]() |
| Książka Dana Kileya Syndrom Piotrusia Pana |
Piotruś
Pan cieszy
się niegasnącą popularnością od ponad stu lat. James Matthew
Barrie wykreował bohatera oraz świat na tyle nośne i uniwersalne,
że wykroczyły daleko poza scenę teatralną i na stałe zakorzeniły
się w naszej kulturze. Wzmianki o Piotrusiu Panie wywołują
automatyczne skojarzenia z chłopcem, który nie dorósł. Nibylandia
jest wyspą gdzieś poza przestrzenią i czasem, gdzie trwa zabawa i
odwieczna walka z piratami. Piotruś
Pan zapewne
jeszcze przez wiele lat będzie inspirować twórców i towarzyszyć
dzieciom podczas dorastania.
Chcesz więcej kultury? Śledź ją na facebooku!
Przypisy:
1Tytuł oryginału to Finding Neverland. Angielski tytuł zdaje się lepiej pasować do tego filmu. Polski tytuł może sugerować, że chodzi głównie o Jamesa Matthew Barriego. Tymczasem owo „poszukiwanie Nibylandii” staje się w filmie udziałem nie tylko pisarza, ale również osób z jego otoczenia – żony, Sylvii i jej dzieci.
2 D. Barrie: Wstęp, [w:] J.M. Barrie, Piotruś Pan i Wendy, tłum. M. Rusinek, Warszawa 2011, s. 5.
4 A. Billone, Inspired by Peter Pan [w:] J.M. Barrie Peter Pan, New York 2005 [ebook].
5 Piotruś Pan dorasta, „Film”, 1991, nr 48, s. 7.
6 Sukces Piotrusia Pana był tak olbrzymi, że wzniesiono mu w Ogrodach Kensingtońskich statuę. Por. W. Kopaliński: Piotruś Pan, [w:] Słownik mitów i tradycji kultury, wyd. 4, Warszawa 1991.
7 D. Barrie: Wstęp, [w:] J.M. Barrie, Piotruś Pan i Wendy, tłum. M. Rusinek, Warszawa 2011, s. 6.
8 A. Billone, Inspired by Peter Pan [w:] J.M. Barrie Peter Pan, New York 2005 [ebook].
9 Ibidem.
10 D. Kiley: Syndrom Piotrusia Pana. O nigdy nie dojrzewających mężczyznach, tłum. M. Fabianowska, Warszawa 1993, s. 27-38.
Dlaczego Leo NIE powinien dostać Oscara za „Zjawę”?
Względem
Zjawy miałam
naprawdę duże oczekiwania. Nim sama obejrzałam, zdążyłam się
nasłuchać, że to niesamowity film, a internet już zalewała fala
memów z Leonardo DiCaprio walczącym z niedźwiedziem albo
sięgającym po Oscara. Bo pomimo czterech wcześniejszych nominacji,
dopiero teraz, za piątym razem, w końcu dostał tą nagrodę. Tylko... dlaczego akurat za ten film?
W pogoni za prawdziwym sobą, czyli o bohaterach „Młodości” Paolo Sorrentino
Najkrótszym
opisem filmu Młodość mogłoby
być to, że jest to film o, tytułowej właśnie, młodości, z
punktu widzenia osób w podeszłym wieku. Jednak tematów
podejmowanych w filmie Paolo Sorrentino jest więcej. To nie tylko
narzekania osiemdziesięciolatków na problemy ciała i umysłu.
Chociaż... pomimo widoku pomarszczonych ciał, polskiemu widzowi
trudno raczej uwierzyć, że problemy staruszków ulokowanych w
luksusowym kurorcie są tymi samymi, które męczą rodzimych
emerytów. Problemy natury filozoficznej i egzystencjalnej schodzą
na dalszy plan, jeśli ktoś nie może sobie pozwolić nawet na
podstawowe leki...
Niekończąca się opowieść, czyli podróż sentymentalna do krainy Fantazji
To nie będzie zwykła recenzja, a apologia na cześć mojego ulubionego filmu z dzieciństwa – Niekończącej się opowieści. Do tej pory, przy rzadkich okazjach, kiedy mam styczność z telewizją, nie potrafię zmienić kanału, gdy na ekranie telewizora widzę swoich ukochanych bohaterów ze szczenięcych lat.
Od zawsze marzyłam o tym, że spotka mnie jakaś nieoczekiwana przygoda, że doświadczę magii w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nic więc dziwnego, że zazdrościłam Atreju jego misji ratowania chorej Dziecięcej Cesarzowej oraz ginącej Fantazji. Uzbrojony jedynie w magiczny naszyjnik, poddany decydującej misji… Nic też zatem dziwnego, że zazdrościłam Bastianowi – ziemskiemu chłopcu, molowi książkowemu, takiemu jak ja, który w prawdziwy, bynajmniej nie metaforyczny sposób, przenosi się do magicznej krainy poprzez portal, którym okazuje się ukradziona przez niego książka.
Noc Walpurgi – recenzja
30 kwietnia 1969 roku. Młody Robert usiłuje przeprowadzić wywiad
ze słynną, podstrzałą już, diwą operową Norą Sedler. Kobieta
jest jednak opryskliwa i odpychająca. Chłopak nie zniechęca się,
ale mimo to rozmowa nie przebiega tak, jak powinna. Wkrótce zamienia
się w szaloną, pełną skrajnych emocji grę. Do garderoby wkrada
się przeszłość i wspomnienia żydowskiej diwy o jej pobycie w
getcie i obozie koncentracyjnym. Jednak (na szczęście) ten akcent
martyrologiczny nie jest głównym tematem filmu. Pomiędzy
postaciami powstaje erotyczne napięcie, które w finale daje efekt
iście mitologicznej tragedii.
Babadook - potwór z książki
Horrory
zwykle mają jedną z kilku tendencji. Główne z grzechów tego typu
produkcji to to, że zamiast przerażenia, budzą salwy śmiechu, albo
że baaaardzo długo się rozkręcają, po to, by zbudować
emocjonujący finał, do którego można dotrzeć tylko wtedy, jeśli
wcześniej się nie zasnęło. Babadook ma
wiele cech, które sprawiają, że można go nazwać horrorem co
najmniej bardzo dobrym. Ciekawą historię, pełnokrwiste postacie,
zdolność utrzymania stałego zainteresowania widza i potwora rodem
z dziecinnych koszmarów. Dawno nie widziałam horroru, który
pochłonęłam z tak wielkim zainteresowaniem.
Nie zdążymy przeczytać wszystkiego, czyli zamiast podsumowania noworocznego
Koniec
roku to czas wszelkiej maści podsumowań. I postanowień.
„Wypadałoby”, żebym i tu zrobiła jakieś podsumowanie tego, co
się działo w ostatnim roku w kulturze i na świecie. Nie zrobię
tego jednak. Dlaczego? Zwyczajnie nie jestem na bieżąco. Co roku
powstaje mnóstwo nowych filmów, książek, płyt, znane osobistości
rozbłyskają i odchodzą, nieraz na zawsze (jak na przykład Robin Williams, czy w ostatnich dniach – Stanisław Barańczak, Krzysztof
Krauze). Trudno ogarnąć na bieżąco WSZYSTKIE nowości, choćby z
jednej dziedziny (zwłaszcza jeśli są to nowości książkowe), a
co dopiero wszystkie pozostałe.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)

















